JESUS

Ewangelizuj swoje serce

Treść ewangelii w ostatnim czasie niesamowicie rozrosła się w moim rozumieniu. Nie chodzi o to, że raptem zobaczyłem nowe treści, których wcześniej nie było, ale raczej o to, że stare treści zaczęły przenikać do wielu sfer mojego życia kształtując postawę i, myślenie. Spróbuję się tym podzielić.

Wszyscy wiemy, co jest słuszne. W zasadzie rzadko się zdarza, że można spotkać chrześcijan, którzy nie wiedzą jak należy postępować. Wiemy dość sporo i to całkiem poprawnie. Wiemy jakimi ludźmi chcielibyśmy być, jakimi chciałby nas widzieć Bóg. Chyba nikogo nie zaskoczę, kiedy powiem, że między naszą wiedzą a praktyką często istnieje pewna rozbieżność (jeśli nie przepaść wręcz). Świadomi tej niedoskonałości możemy przyjąć dwie strategie działania.

Pierwszy sposób ma silne potwierdzenie w otaczającej nas rzeczywistości. „Zrób następujące rzeczy, a staniesz się tym kim marzysz!”, krzyczą poradniki. „Oto 5 kroków, aby być doskonałym ojcem/matką/chrześcijaninem/pracownikiem etc. – zrób to, a będziesz tym kimś!”. Te działanie wydaje się być logiczne, intuicyjne i bardzo oczywiste.

Drugi sposób jest jednak nieintuicyjny. Mówi on: „Zrozum to kim jesteś, uwierz, przyjmij, a zaczniesz postępować w adekwatny sposób”.

Pierwszy sposób mówi, że nasze robienie tworzy to kim jesteśmy. Drugi sposób mówi, że to kim jesteśmy tworzy to, co robimy. Kiedy się nad tym zastanawiam to widzę, że ten drugi, nieintuicyjny sposób jest właśnie sposobem, w jaki ewangelia nas przemienia. Pomyślmy o tym przez chwilę.

„Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, Aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili. A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze! Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem a jeśli synem, to i dziedzicem przez Boga.” (Gal.4:4-7)

Ten werset jest tylko jednym z mnóstwa mówiących o tym, że Bóg uczynił nas sprawiedliwymi NIE NA PODSTAWIE NASZYCH UCZYNKÓW, ale NA PODSTAWIE SWOICH UCZYNKÓW. To Bóg zrobił coś – a wiemy, że jak Bóg coś robi, to jest to doskonałe, bez wad, słuszne – przez co my staliśmy się sprawiedliwi. W innych miejscach na tej samej podstawie nazywani jesteśmy świętymi. To stoi w jawnej sprzeczności z widzialnym stanem – bo krótko mówiąc, grzeszymy. Co zatem z naszymi uczynkami?

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.” (Ef. 2:8-10)

W tym wersecie widzimy, że przesłanie o ewangelii opartej na łasce jest jednocześnie sposobem na przemienianie nas. Jesteśmy STWORZENI DO DOBRYCH UCZYNKÓW.

Pomyśl o tym. Czy gołąb lata, bo się bardzo stara? Może dlatego, że wypracował sobie skrzydła? Pingwiny też mają skrzydła, a nie latają. Prosta odpowiedź brzmi – gołąb lata, bo jest stworzony do latania. Tak samo uczeń Jezusa zwycięża grzech, bo jest stworzony do dobrych uczynków, a nie do złych.

Robimy to, kim jesteśmy, a nie – jesteśmy tym, co wypracujemy. Jeśli przyjęliśmy Chrystusa i w Nim pokładamy nadzieję na nasze życie wieczne, to jednocześnie wierzymy, że staliśmy się dziećmi Bożymi – i to nie dzięki nam, ale niezależnie od nas (a nawet wbrew nam), dzięki pracy, działaniu, sprawiedliwości Jezusa. Jesteś dzieckiem Boga! Nikt ci tego odebrać nie może! Tak samo jak nikt nie może pozbawić ciebie prawa do nazywania twojego ojca twoim ojcem. Chcesz czy nie – jesteś nim, nie zapracowałeś na to, ale jesteś synem swojego ojca; i chcesz czy nie, będziesz/jesteś do niego podobny.

Chcesz znaleźć sposób na to, aby być bardziej podobnym do Jezusa? Chcesz aby twoje cechy charakteru się zmieniały? Chcesz podejmować więcej kroków wiary? Chcesz śmielej mówić innym o Jezusie? Podstawowe rozwiązanie znajduje się w ewangelii – więc przypominaj sobie ją, wspominaj ją w modlitwie przed Bogiem dziękując za każdy jej element, głoś ją sobie – EWANGELIZUJ SIEBIE, SWOJE SERCE. Przypomnij sobie z jak wielkiego dna zostałeś wykopany – a nawet dobrze przyjrzyj się tej dziurze, a potem spójrz na wysokość, dostojność do jakiej zostałeś wyniesiony – zobacz kim jesteś w Jezusie – DZIECKIEM BOGA. Dziecko dumne ze swojego Ojca będzie Nim się chwalić! Dziecko dumne ze swojego Ojca będzie go naśladować. I nie chodzi o wmawianie sobie czegoś, co nie jest prawdziwe, lecz zaufanie ewangelii oraz zawierzenie Temu, który jest prawdziwy i mówi prawdę. Wsłuchaj się w te słowa… to o tobie:

„Wszak nie wziąłeś ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wziąłeś ducha synostwa, w którym wołasz: Abba, Ten to Duch świadczy wespół z duchem twoim, że dzieckiem Bożym jesteś. A jeśli dzieckiem, to i dziedzicem, dziedzicem Bożym, a współdziedzicem Chrystusa” (Rz.8:15-17)

Co jest prawdą? Nasze oceny nas samych, czy Boże?