Tytułem wstępu – czyli kilka słów na temat wyborów w zborze…

Nie jestem politologiem, ale wydaje się, że demokracja nie jest najlepszym systemem na zarządzanie. Nie sprawdza się ani w rodzinie, ani w szkole, ani w firmie. W Królestwie Bożym demokracji również nie ma i nie będzie. W Królestwie jest monarchia, a król jest tylko jeden – Bóg. W monarchii to król mianuje swoich zastępców, ministrów, przywódców, czy innych zarządzających. Wierzę, że jest to ogromne wyróżnienie, które świadczy o zaufaniu i pokazuje, że król widzi w kimś potencjał. Myślę, że mądry król mianuje ludzi nie pod wpływem emocji i chwilowego „widzimisię”. Uważam, że dzieje się to po przemyśleniach, obserwacji i po konsultacjach z doradcami. W demokracji część osób wybiera pod wpływem chwili. Ostatnie wybory prezydenckie to potwierdziły – jeszcze dzień przed wyborami niezdecydowanych wyborców było prawie 10%. Niektórzy podejmowali decyzję dopiero będąc w lokalu wyborczym. W polskiej demokracji często wybiera się człowieka umiejącego piękniej mówić, lub tego, który składa lepsze obietnice. A czasami wybiera się tych, którzy po prostu już byli, albo jako jedyni się zgłosili do kandydowania.
Bo kogoś trzeba… Ale czy naprawdę trzeba? I czy tak powinno być w Kościele? Czasami wydaje mi się, że nasze wybory do Rady Zboru przypominają polską demokrację. Że kogoś trzeba wybrać, a niektórzy decydują w ostatniej chwili kogo wskażą. Jednak uważam, że to jest błędne zrozumienie naszego ustroju w Kościele. My nie jesteśmy Królestwem Bożym z demokracją. My jesteśmy Królestwem Bożym z Królem! My nie wybieramy, to On wybiera. Nie ustalamy ile osób oraz na jak długo. To On to ustala. My powinniśmy tylko to odkryć! Powinniśmy być przekonani do tego, że Bóg tak chce. Nie powinny nami kierować emocje, ani to, że ktoś już był tyle lat, to niech będzie dalej. Albo, że nie ma innych kandydatów. Powinno nami kierować przekonanie – Bóg tego chce.

Niektórzy z Was kiedyś w ankietach napisali, że mają dar prorokowania. Och, jak bardzo jest to nam potrzebne w tej chwili! Abyśmy dokładnie wiedzieli, kogo Bóg widzi w gronie przywódców naszej wspólno-ty. Takich, którzy są do tego wybrani, powołani i wyposażeni. Ludzi, którzy sami będą uważać to za zaszczyt oraz ich rodziny będą uważały to za zaszczyt. I Kościół zacznie to uważać za zaszczyt. Ale nie tylko zaszczyt. Mam nadzieję, że Bóg nam wskaże takich, którzy mając świadomość, że to nie jest wybór ludzi, ale Boga przez ludzi, będą umieli dać swoje siły i czas na wypełnianie tego co Bóg chce. Takich, których będą mieli prawo, a nawet obowiązek coś nam – jako sługom Boga – nakazać (właśnie nakazać!) i to wymóc. Bo są wybrani przez Boga do prowadzenia naszej wspólnoty. A to zobowiązuje, ale również uprawnia. Być może znajdzie się ktoś, kto powie – przecież Rada Zboru jest organem wykonawczym, powołanym do wykonywania tego co zdecyduje wspólnota. Ja od jakiegoś czasu mam inne zdanie. Chciałbym, abyśmy byli przekonani o tym, że odkrywamy (odnajdujemy) nie służących, którzy zrobią wszystko, co przegłosuje Konferencja Zboru, ale odnajdujemy przywódców powołanych przez Boga. A przywódca, to ten, który ma prawo nakazać i wymóc. To nie może być żebrak, który może poprosić, a ty możesz się nad nim ulitować lub zlekceważyć. Jestem przekonany, że Rada ma wyższe prawa. Ma też wyższą odpowiedzialność przed Bogiem.
Co w związku z tym zrobić.

• po pierwsze – nie głosuj bez modlitwy i przekonania. MUSISZ poznać
wolę Boga kto ma być w Radzie Zboru. I jak będziesz wiedział – zagłosuj.
Jak nie masz przekonania od Boga, lepiej w ogóle NIE głosować. Bo możesz
wypaczyć wynik.
• po drugie – wskaż wyłącznie tych, co do których masz pełne przekonanie.
Być może będziesz mógł zagłosować na więcej osób, ale zagłosuj
tylko na tylu, o których wiesz, że wybiera ich Bóg;
• po trzecie – jak nie wiesz kogo wskazać, to spróbuj znaleźć kogoś, kto
ma dar prorokowania i wie, co Bóg chce. Poradź się go, ale sprawdź, czy
to jest rzeczywiście przekonanie od Boga.
• po czwarte – nie mów Bogu – nie. Być może, to Ciebie Bóg wybiera
na bycie przywódcą w naszej wspólnocie właśnie teraz. Odpowiedzi Boga
są różne. „Tak”, „Nie”, „Jeszcze nie teraz”. Być może to jest czas na „Tak”
dla Ciebie?
• po piąte – bycie przywódcą to zaszczyt, ale też odpowiedzialność.
Wiąże się to z poświęceniem czasu. Jeśli będziesz przywódcą, to będziesz
MUSIAŁ go znaleźć. Jeśli nie jesteś na to gotowy – lepiej od razu powiedz Bogu „Nie teraz” niż potem będziesz mówił „nie teraz”…

po szóste – przyjmij, że ludzie, których wskaże wspólnota, to ludzie których wskazał nam Bóg jako przywódców. To wiąże się z szacunkiem, modlitwą o nich, ale również powinno wyrażać się w posłuszeństwie.

Podsumowując. Nie wiem ilu osobowa będzie Rada Zboru. Marzy mi się, aby weszło do niej tylko tyle osób, ilu większość z nas będzie w niej widziała. Czyli np. w zborze 100 osobowym do Rady Zboru weszliby Ci, którzy otrzymaliby co najmniej 51 wskazań. To potwierdzałoby, że większość ludzi poruszonych przez Boga ma przekonanie, że to mają być Ci, a nie inni. Ale z drugiej strony potrzebujemy ludzi odpowiedzialnych za sektory działalności i służby Zboru. W ubiegłej kadencji były to Służba Nauczania, Służba Duszpasterstwa, Służba Wspólnoty, Służba Działu Administracyjnego, Służba Budynku Zborowego (Borowa) oraz Służba Ewangelizacji i Misji. I myślę, że to był podział optymalny. Więc może jednak bardziej potrzebujemy 6 przywódców do 6 działów? A może właśnie 6 osób uzyskałoby wskazanie większości naszej wspólnoty? A może podział powinien być inny? I kogo Bóg widzi jako przywódcę? I na jak długo? Mam nadzieję, że znajdziemy odpowiedzi na te pytania i będziemy mieliprzekonanie co do ilości, czasu trwania kadencji i osób…
Niech Nasz Pan każdemu z nas to objawi.

Pastor Marek Kamiński